20 marca 2020

AMERYKAŃSCY

MENNONICI

I AMISZE

Jadąc mniej uczęszczanymi drogami Pensylwanii, Ohio czy Indiana, można zobaczyć pojazd niemal muzealny - konną  bryczkę mennonicką. Wzbudza on ogromne zainteresowanie wśród kierowców, bo sama bryczka jest nietypowa, ale i jadący w niej ludzie wyglądają inaczej, zupełnie jak nasi przodkowie sprzed wieków... Brodaci panowie w czarnych kapeluszach, czarnych spodniach z szelkami, czarnych surdutach, panie w długich, bardzo skromnych, zabudowanych sukniach i czepeczkach na głowie, dzieci podobnie... tylko chłopcy bez brody, za to często boso...

To mennonici lub amisze - dwie społeczności religijne, nie różniące się zbytnio wyglądem czy przekonaniami. Są to ludzie o wysokich standardach moralnych, skromni, pokorni, posłuszni, oszczędni, oddani swojej wspólnocie, pracowici. Są znakomitymi cieślami, rolnikami, hodowcami... Ich zwolnione tempo życia, spokój

i wstrzemięźliwość wzbudzają szacunek u okolicznych mieszkańców, a ich produkty - wielkie uznanie.

Znakomicie opisał historię mennonitów i amiszów Pan Władysław Pomarański. Pozwolę sobie przytoczyć obszerne jej fragmenty, bo jest ciekawa i obrazująca powód powstania tychże grup.

By zrozumieć tych nietypowych ludzi, trzeba się cofnąć o prawie pięćset lat, do początków Reformacji. Ten największy w chrześcijaństwie ruch religijny to rezultat buntu przeciw renesansowym papieżom, którzy nie dawali dobrego przykładu wiernym, a także reakcja na dość dalekie odejście społeczności katolickiej od Ewangelii. Bunt ten zapoczątkował Marcin Luter, a w kilkadziesiąt lat później większość księstw niemieckich, część Szwajcarii, potem Anglia i niektóre tereny obecnego Beneluksu oderwały się od Kościoła katolickiego, nastąpiły wojny religijne i jak grzyby po deszczu zaczęły się tworzyć różne wyznania protestanckie. Szefami tych nowych kościołów stawali się władcy danego terenu w myśl ogólnie przyjętej zasady cuius regio, eius religio (czyja władza, tego religia). Powstał ogromny zamęt światopoglądowo-religijny. Istniała w tym czasie grupa ludzi, którzy nie czuli się już katolikami, ale nie wszystko co reprezentowali Luter, Zwingli, Kalwin było po ich myśli. Grupa ta powstała w Szwajcarii – to anabaptyści. Odwracali się od bogactwa, pychy, rozpusty, nierówności między wierzącymi, rozdmuchanego ceremoniału, uznali Biblię za jedyny przewodnik życia interpretując jej wypowiedzi dosłownie. Odrzucili rozbudowaną hierarchię kościelną.

Nazwa tej grupy religijnej jest nieco myląca: anabaptyści w dosłownym znaczeniu to przeciwnicy chrztu;

u nich przeciwnie, ceremonia ta jest jednym z najważniejszych fundamentów wiary – chrzest jest świadomą aklamacją przynależności do wierzeń ich grupy religijnej. Są jedynie przeciwni praktyce chrztu dzieci, bo dzieci nie są zdolne do podjęcia takiej decyzji. Dlatego nowi kandydaci tego wyznania, ochrzczeni w dzieciństwie, muszą dać się ochrzcić ponownie. Ludzie ci do głównych nurtów protestanckich kalwinizmu, luteranizmu, mieli też wiele zastrzeżeń. Przede wszystkim to, że mocno uzależniły się od władzy świeckiej. Nastąpiły prześladowania tej grupy nie tylko ze strony władz Kościoła katolickiego, ale

i reformatorów i władców krajów protestanckich. Uznana została za ruch niebezpieczny, a obie wrogie jej strony wysłały na stos wielu anabaptystów; między innymi spalono żywcem jednego z jej założycieli Michaela Suttlera. Prześladowania te były powodem przenoszenia się tej społeczności z kraju prześladowań do kraju bardziej tolerancyjnego, a gdy już nie było gdzie uciekać, anabaptyści stawili czoła prześladowcom: z ludzi cichych, prostych, zatroskanych o innych, kochających pokój, zaczęli stawać się ludźmi reagującymi gwałtem na gwałt, czynnie walczącymi z swojej obronie.

Oni, w pierwszej połowie XVI wieku, byli inicjatorami tak zwanej wojny chłopskiej na terenie cesarstwa. Grupa anabaptystów pod wodzą Niderlandczyków piekarza Jana Matthijsa i krawca Jana z Leidy przejęła siłą władzę w mieście Münster, obecnie jednym z większych miast Westfalii. Wojsko katolickiego biskupa miasta nie zdołało pokonać rebeliantów. Po śmierci piekarza, krawiec ogłosił się królem, zaprowadzając teokrytyczną dyktaturę. Dopiero zjednoczone siły kilku sąsiednich księstw rozbiły tę grupę. Krawca w roku 1535 uśmiercono, a miasto biskupie oddano w ręce jego właściciela.

Po tej rebelii wielu anabaptystów doszło do wniosku, że walka i zabijanie są odejściem od ich zasad religijnych. Wojująca grupa zaczęła powoli wymierać, a umiarkowani wyznawcy zszokowani okrucień-stwem i fanatyzmem współbraci w wierze w czasie powstania münsterskiego skupili się wokół katolickiego proboszcza Menno Simonsa. Odrzucili wszelką przemoc, wrócili do podstawowych zasad oryginalnego anabaptyzmu i od imienia przywódcy nazwani zostali mennonitami. Simons od nowa sformułował zasady wiary i moralności tego nowego pacyfistycznego ugrupowania w dziele pod tytułem “Fundament doktryny chrześcijańskiej”. (...)

Nalegał, by chrzcić wiernych począwszy od 14. roku życia. Ogłosił zakaz noszenia i używania broni nawet

w obronie własnej – w zgodzie z tym postanowieniem jego brat i wielu innych mennonitów zginęło nie broniąc się przed atakiem. Niedozwolone było składanie jakiejkolwiek przysięgi i sprawowanie wysokich urzędów w społeczności, w której się żyło. Odrzucono instytucję kapłaństwa, a przywódcą religijnym stawał się jeden z członków grupy wybierany przez zgromadzenie. Przestrzegano rygorystycznie Dekalogu i innych zasad wiary i moralności.

 

Ten pacyfizm nie uratował anabaptystów przed prześladowaniami w całej zachodniej Europie, bo ciągle

w oczach katolickich i protestanckich hierarchów uchodzili za niebezpieczną sektę, ale znaleźli się w lepszej sytuacji od waldensów, albigensów i katarów, których kilka wieków wcześniej, z przyzwoleniem papiestwa, wyniszczono prawie zupełnie. Mennonici mieli gdzie uciekać, rozprzestrzenili się w kilkudziesięciu krajach poza Europą zachodnią. Najwięcej z nich wyemigrowało do Ameryki Północnej.

W roku 1693 Jakob Amman oderwał dużą grupę ludzi od społeczności mennonickiej w Szwajcarii i na terenach południowych Niemiec. Nazwali się amiszami; nazwa nawiązywała do nazwiska założyciela. Nie były to wielkie zmiany doktrynalne. Głównym nowym dodatkiem do istniejącego kanonu wierzeń był Meidung, czyli prawo wykluczenia ze społeczności tych członków, którzy nie przestrzegają zasad wiary

i moralności, czy zhańbili się jakimś przestępstwem. (...)

Amisze różnią się także tym od mennonitów, że nie są tak restrykcyjni i surowi wobec własnej młodzieży. Młodzi po osiągnięciu 14 lat i ukończeniu szkoły wkraczają w okres zwany Rumspringa, mogą się wyszaleć, poznać grzeszny świat tej drugiej strony społeczności zwanej English, nawiązywać przyjaźnie, stosunki

z ludźmi innych wyznań, ubierać się jak się tylko chce, zapuszczać włosy, uczestniczyć w imprezach, bywać na koncertach organizowanych dla młodzieży, żyć pełnym życiem młodego człowieka. Rumspringa kończy się z osiągnięciem wieku 20 lat. Wtedy trzeba dać się ochrzcić, przysiąc, że zostanie się amiszem do końca życia, wejść w związek małżeński i mieć dużo dzieci, a nagrodą jest przywilej zapuszczenia brody, ale nie wąsów, bo one kojarzą się tym ludziom z żołnierzami, gdyż tak najczęściej wyglądali oni kilka wieków wstecz. To absolutnie dobrowolny wybór młodego człowieka i wydaje się dość nieoczekiwane, że aż 90 procent młodych ludzi wybiera powrót do społeczności rodziców.

W Stanach uporem i cierpliwością mennonici i amisze wynegocjowali dla siebie pewne przywileje

i ustępstwa. I tak wielu z nich poszło do więzienia walcząc o to, by nie zmuszać ich młodzieży do kontynuo-wania nauki po ukończeniu ósmej klasy, aż wreszcie rząd federalny zaniżył ich wiek obowiązkowego uczęszczania do szkoły z szesnastu do czternastu lat. Od nakazu noszenia kasków na budowie zwolnił ich sam Kongres.(...) Walczyli twardo o prawo poruszania się po drogach publicznych, bo było dużo kolizji ich bryczek z autami, nieco ustąpili instalując światła ostrzegawcze na swych pojazdach i w dalszym ciągu poruszają się swymi bryczkami po mniej uczęszczanych drogach. W okresie obowiązkowej służby wojskowej są wyjęci spod tego obowiązku. Pozwolono im uczyć młodzież we własnych szkołach – to najczęściej jednoizbowe klasy w domach prywatnych. Choć sami skrupulatnie płacą wszelkie podatki, nie korzystają

z żadnych zasiłków rządowych, a biedniejszych i potrzebujących współbraci wspierają sami. Powstał problem odnośnie obowiązkowych ubezpieczeń. Wywalczyli, że ich to prawo nie obowiązuje i że nawet rząd nie może wykładać tych pieniędzy na nich. Nie korzystają z elektryczności, a w czasach obecnych wielu

z nas nie wyobraża sobie, jak można żyć bez niej. Tam gdzie jest absolutna konieczność jej używania, nie biorą jej z sieci, ale z baterii czy generatorów. Nie mają telefonów, komputerów, ale robią odstępstwa od reguły: mogą już dzwonić z telefonów publicznych czy używać komputera w pracy lub od życzliwego im sąsiada innej wiary. Do prac gdzie konieczne jest korzystanie z energii używają silników spalinowych i zbu-dowanych, najczęściej przez siebie samych, agregatów hydraulicznych. Na swych polach nie mogą korzy-stać z traktorów i innych skomplikowanych maszyn rolniczych, ale gdy życzliwy sąsiad zaorze im pole przy pomocy traktora, czy dokona innej zmechanizowanej pracy, nie przeszkadza im to, przeciwnie, są mu bardzo wdzięczni.

(...) Wysoki przyrost naturalny spowodowany jest zakazem aborcji i rozwodów oraz zaleceniem, by

w każdej rodzinie było przynajmniej sześcioro dzieci. Dlatego przez ostatnie sto lat w Północnej Ameryce populacja tych grup wyznaniowych wzrosła około czterdziestokrotnie. Są powszechnie szanowani

w Kanadzie i w Stanach, co im pomaga prowadzić godne, wzorowe, choć skromne życie, mimo wszelkich zakazów i bardzo restrykcyjnych zasad moralnych. Im bardziej cywilizacja oddala się od tych ludzi, tym większe jest zainteresowanie nimi wśród reszty społeczeństwa. (...)

Spędziłam z nimi tylko pięć dni w Pensylwanii, na obrzeżu miasteczka Ephrata. Farma amiszów... Obok nowo wybudowany dom bez elektryczności i gazu. Inny świat. Inne zwyczaje. Inny spokój, prawdziwy. Domek Rodziców, który mi udostępniono, był jak z bajki - mały, niski, śmieszny, ale przytulny... Meble ręcznie robione przez dziadka i ojca, malowane przez babcię i mamę w kolorowe desenie i kwiaty. Pościel, szyta ręcznie, haftowana przez babcię. Wielki piec chlebowy ogrzewał cały domek, zamiast poręczy na piętro - długa drabina, wyjmowana na zewnątrz przez okno. Wokół zapach obornika, zbieranego do betonowych dołów... Kobiety i dziewczyny kąpiące się w stawie 

w sukienkach. Nawet jednoczęściowy kostium kąpielowy dla nich nie istnieje.  Niedziela - obowiąz-kowa msza święta. Obca osoba jest wprowadzona przez członka community i zarząd musi wyrazić wcześniejszą zgodę na uczestniczenie we mszy. Panie i panowie siedzą oddzielnie (dzieci z matka-mi). Wszyscy są w nakryciach głowy (dostałam czepeczek na czas mszy). Niedzielna msza trwa około

4 godzin i kończy się wspólnym posiłkiem, przygotowanym przez wszystkie panie z danego kościoła.

Zegnałam się z nimi ze łzami w oczach... Tego dnia gospodarze postanowili wyjechać na kilka dni do rodziny w Main. Całe gospodarstwo zostało pod opieką 16-letniego syna i 18-letniej córki. Rodzice byli przekonani, że wszystko będzie w najlepszym porządku. I było, jak pisali później...

W Pensylwanii mieszka obecnie około 75 tysięcy mennonitów i amiszów, parających się przede wszystkim rzemiosłem w szerokim tego słowa znaczeniu (przodkowie przybyli z Niemiec). W Ohio jest ich nieco mniej - około 73 tysięcy. Stamtąd pochodzą wspaniałe sery, tradycja szwajcarska. Są pyszne, o smakach, których nigdzie indziej nie znalazłam...

POLECAM RÒWNIEŻ:

 

PIE TOWN W NEW MEXICO

Twoje komentarze są ważne i cenne, podobnie jak Twoja uwaga i czas.

Podziel się swoją pasją i wiedzą. Zaproponuj temat. 

Dziękuję i zapraszam ponownie! Każdego tygodnia nowa opowieść, nowy/stary przepis z nutką nowoczesności.

7

Miło Cię widzieć! Zapraszam do amerykańskiej kuchni, smacznej, pachnącej, ciekawej...

o mnie...

KONTAKT

amerykanskie.kulinaria@gmail.com